Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2015

"Tańczące duszyczki"

Unosimy się w górze leciuteńko niczym białe motyle; lecz o wiele wolniej i ciszej. Niebo jest tak pięknie czarne. Wiatr zwiewa grzywkę z twarzy. Na ziemi świecą płomienie migoczące złotem i czerwienią. Oświetlają nasze uśmiechnięte twarze. Kołyszemy się powolutku w wyjątkowo delikatnym tańcu. Niedługo to wszystko się skończy ale jeszcze nie teraz. Melodia rozbrzmiewa, a dom, w którym są nasze ciała dalej płonie pod szklanym parkietem. Ogrzewa nasze bose stopy. Kolejny obrót, uśmiech, ukłon. Jesteśmy coraz bliżej gwiazd, a serca roztaczają biały i przyjemny blask. Pozwólcie, że popatrzymy na was z góry. Oświetlimy noc, zbliżającą ludzi do nieba. Oddajcie nam swoje łzy, rozsypiemy je w życiodajnym deszczu. Życzymy wam swojego szczęścia, śpijcie spokojnie. Pożar w naszym domu jeszcze się tli.

"Przeklęte ruiny"

Krwawe kałuże. Dziurawy bruk. Krzyk uciekających ludzi. Strzały z karabinów. Rozdeptane czaszki. Czemu się tak szczerzę? Dziewczyna upada niedaleko.  Przerażenie. Strzał.  Było i nie ma.  Sumie?  Później się o nie zatroszczę.   Ktoś ją znał?  Zapomniałem, wy uciekacie. Myślicie  o sobie, jak na ludzi przystało. Niewidomy? Kto by pomyślał? Podchodzę i szepczę do ucha  "co słyszysz?" . Przeładowuję broń. Ani drgnął. Może i słusznie? "Słyszę coś czego nikt nie może zobaczyć. Ogłaszający jęk dusz, nie stworzonych do zabijania. Ostatecznie topionych w alkoholu. Pustych ciał paniczny śmiech. Czy one jeszcze żyją?  Nie. Zabili siebie, zaraz przed nami." Zaciskam zęby. Huk. To ostatnie co usłyszał.

"Święta"

To nie tak, że nie lubię świąt; tych ślicznych ozdóbek, kolęd w sklepach, nastrojowych światełek   i radości zewsząd. Ja ich nienawidzę. Kiedy wszyscy są razem i tylko kłótnie między ciszą, a ciszą. Płaczę w szafie, by mnie nie dosięgnął. Krzyk za to, że nie udaję szczęścia. Boję się siedzieć przy stole. Gdzie wszyscy szczerzą kły jak wilki. Udają, że wszystko jest w porządku, a w ich oczach nienawiść wzajemna, aż płonie. Nie wypowiem ani jednego słowa skargi. Wieczorem zaś jak modlitwę będę powtarzać: "niech to się wreszcie skończy". Najgorsza jest jednak nadzieja, że w przyszłym roku będzie lepiej. Lecz tak naprawdę nic się nie zmieni. To straszne jak bardzo pragnę, by w czasie świąt rodzina nie była w komplecie. Bardzo przepraszam za spóźnienie :(

"Rozważania prawie zmarłego"

A gdyby tak utonąć w morzu Tyrreńskim? Zawsze chciałem pojechać do Włoch. Ewentualnie powiesić się w Madrycie? Podobno Hiszpania jest śliczna jesienią. Mogę również rozciąć nadgarstki w Londynie. Niech Tamiza porwie moje krwawe łzy. Lub ułatwię sobie sprawę i skoczę z mostu? Ostatecznie to tylko jeden mały krok. Co mi to da? Rozwiąże problemy. Jak to zrobi? Jakie problemy? Czy moja śmierć może zmienić życie? Skończę jako wyśmiewany, przeklinany, niekochany. Moje oceny, ani sylwetka nie ulegną żadnej poprawie. Kto wie, czy ktokolwiek zapłacze nad moją mogiłą? Przywilej do zmian ma tylko niesprawiedliwe życie. Cóż mogę zrobić z tą wiedzą? Może jeszcze trochę poczekam, zrobię coś czego nie pożałuję. Przecież wszystko mogę pozmieniać. Nie pozwolę sobie na upokorzenie, a na moim grobie widnieć będzie napis "zwycięzca". Mam jeszcze tę resztkę szacunku do siebie. Nie umrę sam, bo komuś będzie na mnie zależeć. Komu?   Pożyjemy zobaczymy.  

"Zrozumieć sens"

Mogę napisać, że płynęła krew, Czy poczujesz ten ból? Ktoś powie, że płakał sam. Dasz radę zrozumieć dlaczego? Pozostaje też pytanie: prawda czy fałsz? Nieistotne; gdyż dalej go boli. Cóż zrobiłam w tej sprawie? Napisałam nieudolny wiersz? Jego historia powinna kogokolwiek interesować? On zabił własnych rodziców! Nie oceniajmy zbyt pochopnie. Dlaczego, czyżby to oni byli potworami? Ależ nie, on po prostu był znudzony. A teraz w śmiechu dławi się łzami. Oni błagali o śmierć w swojej chorobie. Ja mogę mówić, wy słyszeć. Tylko kto zrozumie ten bełkot, zdający się mieć jakikolwiek sens.