Posty

Prawie 20

Mam dziewiętnaście lat. Można by powiedzieć "to prawie dwadzieścia". Owszem, został mi ostatni (nawet nie cały) rok bycia nastolatkiem. Powiedzieć wam jak z mojej perspektywy to wygląda? Kijowo. Siedzę w domu całkiem sam, często wychodzę na spacer również sam. Nie chodzi mi tutaj o to, że brakuje mi tak zwanej "drugiej połówki" jestem raczej z tych co urodzili się w całości. Zwyczajnie czuję się na świecie trochę sam. Brakuje mi ludzi plączących się dookoła, brakuje mi ludzi którzy mają uszy. Trochę to wszystko dziwaczeje wraz ze mną, ale cóż. Dobranoc.

"Tracone przyjaźnie"

Niczym krucha powierzchnia lustra, stała się pyłem. Odbija nasze twarze wykrzywiając, jakoś tak smutno. Mgłę jakże piękną rozwiał wiatr, rozproszyło słońce. Nasza przyjaźń rozmyła się w wiosennym deszczu. Wystawmy nosy zza parasoli niech zmoczą je krople. Łzy zleją się w jedno i szybciej przestają płynąć. Zaraz wyschną w promieniach dnia, będzie lepiej. Krok za krokiem, rok w rok wszystko będzie inne. Następne księżyce zabiorą fotografie z naszych głów. Zapamiętają mnie ciche ulice pełne małych oczu. Wśród czterech drewnianych ścian będę nucił. Dałem wam co miałem pocałunki, alkohol, czas. Stoję sam, patrząc jak was dla moich oczu zabrakło. Zbieram się powoli, ale skutecznie staję na nogach. Wypełniam płuca tlenem, by nie utonąć w betonie. Jakoś do tej pory był i jakoś dalej będzie miesiąc. Kolejna ciepła dłoń wyciągnięta w moją stronę, bez zastanowienia ją chwytam, umiem wstawać.

"Nasze demony"

Demony są pełne rozpaczy, wiecznie płaczą, zawodzą. Ich lament rani mi uszy, przekleństwa spływają krwią. Krzyczę ale nawet nie raczą zaszczycić mnie spojrzeniem. Wiele razy próbowałam im pomóc - bezskutecznie. Demony mają w sobie pustkę, miłość jest im obca. Rozerwały mi ręce chcąc zabrać duszę, której nie mają. Płaczę ale mają to gdzieś, wiecznie głodne i spragnione. Wiele razy próbowałam im wytłumaczyć - bez rezultatu. Demony definiuje  duma, nie potrafią przepraszać, żałować. Chłodnymi słowami pełnymi goryczy przeszywają serce. Milczę ale one wciąż warczą żebym przestała śpiewać. Wiele razy próbowałam im darować życia - bez sensu.

"Powroty"

Ile razy jeszcze będę się tłumaczyć? Mam dość tej bieganiny, by uciec. Z jednej strony  ty . Z drugiej  strach. Trudno mi się nie pogubić. Z prawej wszystko na niby.  Z lewej szczerość do bólu. Wiecznie pędzący gdzieś tłum. Cały czas poświęcony na czekanie, za czymś czego nie potrafię nazwać. Kątem oka dostrzegam jak odchodzisz. Nie pozwolę na to, nie tak bez słowa. Blizny przypominają mi o sobie.  Przez  to  je mam i dalej  to  robię. Z jednej strony kolejne wino. Z drugiej drzwi, którymi mogę wyjść. Z lewej poczucie beznadziei. Z prawej chęć walki. Muszę się zdecydować! Cały czas poświęcony na czekanie, za czymś czego nie potrafię nazwać. Kątem oka dostrzegam jak odchodzisz. Nie pozwolę na to, nie tak bez słowa.

"Niewidomy"

Coś w głowie mi szepce, że wszystko robię źle.  Zadaję nieodpowiednie pytania, nie w czas. Wstążka dookoła oczu przeszkadza mi widzieć. Nie potrafię jej rozwiązać siłą, ponoć własnej woli. Wylewam marne nadzieje na podłogę, zataczając się przy tym. Czy dane jest mi patrzeć trzeźwym wzrokiem na ziemię? Wiecznie na haju i przez to myślę, że jestem niepokonany. Tak naprawdę nie pamiętam drogi pod mój własny most. Kiedy ta chemia przestanie mnie, aż tak zabijać? Kolejnym razem odmówię tego świństwa, które ma "pomóc". Tracę wątłe siły na wyrywanie ostatnich włosów z głowy. Nie mam już ochoty pchać tego wózka z żelastwem. Jak się znalazłem w tej czerni, chyba tylko Bóg wie. Nie widzę swojej linii czasu, zamiast tego tylko punkt. Wstążka dookoła oczu zaczyna się zsuwać raniąc oczy. Czas na kolejną niby ratującą życie, paskudną chemię.

"Amnezja"

Już nawet nie pamiętam jaki to był dzień, kiedy wywróciłaś mój świat do góry nogami. Wszystko stało się nowe i tak bardzo niezrozumiałe. Kolory zaczęły skakać, a nawet zamieniać się miejscami. Mam złe przeczucia odnośnie tego ciągłego biegu. Utoniemy razem z tym statkiem swoich dziwactw. Twoje oczy jak galaktyki, nigdy nie mrugają. Chociaż tak naprawdę nawet ich nie masz. Stoję w miejscu mając swoje dwadzieścia parę lat, a wszystkie drzwi bez przerwy się zamykają. To wszystko dlatego, że kurczowo trzymasz moją dłoń. Mimo leżenia na zimnej ziemi by ochłonąć, dalej jesteś. Nawet najlepszy przyjaciel nie byłby tak lojalny jak ty. Zakochałaś się we mnie, czy może masz jakiś inny powód? Któż by to szaleństwo do końca zrozumiał? Tą pogoń wstecz, za nieznanym lecz własnym imieniem. By ostatecznie spotkać siebie lecz zupełnie obcego. Kto powie z zaskakującą pewnością "jestem tobą". Ja zaś nie będę w stanie zaprzeczyć lub się zgodzić, bo przez ciebie moja droga, nie pamiętam.    

"Gdy wszystko przepadnie"

Zupełnie pusta studnia - oto co zostało. Żadnych złudnych nadziei - wszystko pomarło. W pajęczej sieci motyle - taki już los. Drobne gałązki zaufania - każda na stos. Puste kłosy zbóż - jakby okradzione. Osoby bez wiary - dogłębnie zranione. Wiecznie zagaszone świece - bez pożytku. Szukamy szczątek miłości - żadnego skutku. Połamane wzdłuż miecze - walczyły uparcie. Odwaga gdzieś zatracona - stała na szczycie. Zaprzedana diabłu dusza - nie usłyszy wołań. Zawsze ceniona lojalność - spadła w otchłań. Przyszło mi na to patrzeć, lecz już nie daję rady milczeć.